Rozdział 1

Stałam na przeciwko wielkiego domu i nie mogłam w to uwierzyć. Ta wielka posiadłość należała do mnie i tylko do mnie. Od kiedy pamiętam mieszkałam w domu z rodzicami i moją młodszą siostrą, za którą niekoniecznie przepadałam. Posiadłość rodzinna nie należała do tych najmniejszych, ale w porównaniu do tej można by tak powiedzieć. Moje nowe mieszkanie zawiera oprócz normalnych pomieszczeń typu pokoje, kuchnia czy łazienka także sale kinową, basen, garderobę i inne przeróżne pomieszczenia, o których mogłam kiedyś tylko pomarzyć. Głośno westchnęłam i zaczęłam się zastanawiać jak ja się do tego przyzwyczaję, no ale cóż zrobić? Katie, moja menedżerka załatwiła ten dom i zapewniła, że będzie on zaspokajał moje największe wymagania. Teraz kiedy stoję przed posiadłością mam pewność, że będzie tak w stu procentach. 

 – Tak skarbie, ten dom należy do ciebie – usłyszałam męski głos za swoimi plecami i odwróciłam się w jego kierunku. 

 – Harry, nie wiem czy powinnam tu mieszkać – westchnęłam i przetarłam otwartą dłonią czoło. 

 Chłopak prychnął w moją stronę i pociągnął mnie za rękę do środka. Drugą ręką ciągnął za nami dwie walizki. Styles miał, tak samo jak ja, dwadzieścia jeden lat, ale różnica między nami była ogromna. Ja wyglądałam jak małe kociątko, a on jak wielki tygrys. 

 – Nienawidzę Cie i tych twoich mięśni wiesz? – spojrzałam na niego z pod byka, bo tylko tak mogłam kiedy chciałam udać złą. 

 Loczek spojrzał na mnie z wyższością i pokazał i język, a następnie pocałował mnie w czubek głowy. Kiedy skończyliśmy po piętnaście lat, przyjaciel przerósł mnie o dwadzieścia centymetrów przez co miał metr dziewięćdziesiąt. 

 – Tak wiem maleńka, mojego wzrostu też – zaśmiał się, a ja otworzyłam drzwi prowadzące na korytarz. 

 – No dalej rzygnij mi jeszcze tym wzrostem i tymi mięśniami. Rzygnij mi prosto w twarz, nie krępuj się – głośno wciągnęłam powietrze do płuc, chwilę je przytrzymałam, a następnie pokierowałam się do kuchni. 

 Podeszłam do półki, nalałam nam coś do picia i usiadłam przy stole. 

 – Co do tego czy powinnaś tu mieszkać, to tak powinnaś. Zasłużyłaś na ten dom jak nikt inny, od pięciu lat nie schodzisz nawet na chwile z gazet – powiedział i napił się soku stojącego przed nim. 

 Po słowach chłopaka przewróciłam teatralnie oczami i klepnęłam go w ramię. Brunet skrzywił się i pomasował miejsce, w które go uderzyłam, a następnie zrobił minę jakby naprawdę go to bolało. W sumie to co powiedział było prawdą, od kiedy skończyłam szesnaście lat nie miałam normalnego życia. Moja menedżerka zawsze znajdowała dla mnie jakiś wywiad, koncert, sesje zdjęciową czy coś innego co promowałoby moją karierę. Powinnam żyć jak każda normalna nastolatka, czyli imprezowanie, picie palenie i balowanie przez całe noce, ale niestety nie to było mi pisane. Nie miałam wielu przyjaciół, a w sumie to tylko jednego – Harry'ego. Chłopak przyjaźnił się ze mną od dziecka i stał za mną murem. Tylko jemu mogłam się naprawdę wygadać, a nawet w niektórych momentach wypłakać w ramię. Loczek był ze mną od zawsze i nawet kiedy miałam chwile kryzysu, a on obrywał rykoszetem, to nie odwrócił się ode mnie i właśnie za to go cenie i mam nadzieje, że nigdy go nie stracę. Utrzymywałam też dobry kontakt z Niną, moją kuzynką, ale od kiedy zaczęłam karierę jedyne co nam zostało to tylko korespondencja. Jej mama nie przepadała za Christopher'em, moim mniemanym ojcem, więc kiedy byłam w domu nie było mowy o tym, aby dziewczyna do mnie przyszła. 

 – Milluś skarbie wiesz o co mi chodzi – powiedziałam do niego, a chłopak zrobił zniesmaczą minę na jego przezwisko.

Tylko ja tak do niego mówiłam od kiedy skończyliśmy sześć lat, wymyśliłam to przezwisko od jego trzeciego imienia, którego nie znosił. 

 – Maleństwo...– zaczął, ale nie dałam mu dokończyć, ponieważ wiedziałam co chciał powiedzieć. 

 – Nie chodzi mi o to czy powinnam tu mieszkać, bo na to nie zasługuje, tylko czy powinnam zostawiać mamę z tym człowiekiem, którego do tego czasu nazywałam tatą – westchnęłam i sięgnęłam po szklankę, aby ponownie ją napełnić. 

 – Proszę Cię Agnes. On w twarz Ci powiedział, że nie jest twoim ojcem, nigdy nie był i nigdy nie będzie. A ty jeszcze zastanawiasz się czy z nim mieszkać. Nie martw się o twoją mamę bo to nie o to chodzi, że on jest tyranem i znęcał się nad wami czy coś takiego, a ty uciekłaś stamtąd zostawiając twoja muśkę na pastwę losu. On po prostu nie lubił cie, a wręcz nie znosił. Twoja mama na pewno to zrozumie – powiedział, przyciągnął mnie do siebie, delikatnie całując w czoło. 

 – Masz racje. Nigdy nie podniósł ręki na moją mamę, na mnie też, ale wystarczą mi nasze kłótnie – wtuliłam się w jego umięśnione ramię, a chłopak mocniej mnie do siebie zagarnął. 

Brunet niestety miał racje, kiedy ostatni raz pokłóciłam się z Chrisem, powiedział mi, że nie jestem jego dzieckiem i w sumie wyjaśniło mi to kilka spraw. Na przykład dlaczego zawsze faworyzował Alex, a ja byłam tą najgorszą. Moja siostra zawsze była jego ulubienicą, a skromnie mówiąc była moim przeciwieństwem, piła, paliła, a nawet niekiedy ćpała. Niestety to mu nie przeszkadzało, zawsze była tylko ona, a ja nie mogłam powiedzieć na nią nawet jednego złego słowa. 

 – Zawsze mam, przyzwyczaj się do tego – powiedział, na chwilę odciągnął mnie od siebie, poruszał zabawnie brwiami i na koniec pokazał mi język. 

 – Kocham Cię, jak brata którego nie mam. Pamiętaj o tym – uśmiechnęłam się szeroko, co oczywiście odwzajemnił. 

 – Oczywiście, że pamiętam głupku, ja też cię kocham jak siostrę, a może trochę bardziej. Z Gemmą nie mam takich dobrych kontaktów, znaczy się, mam dobre, nawet bardzo dobre, ale nie takie jak z tobą – zaśmiał się, a mi przypomniało się jak kiedyś próbowaliśmy być parą. 

 Po dwóch miesiącach, jednak stwierdziliśmy, że niestety chyba nie jest to dla nas, ponieważ podczas naszego krótkiego związku kłóciliśmy się częściej niż przez całe nasze życie. Po tym małym incydencie wróciliśmy do przyjaźni i tak jest nam dobrze. Harry obecnie posiada dziewczynę, za którą nie zbyt przepadam, no ale cóż, to jest jego wybór, ja go tylko będę w tym wspierać. Kiedy coś odwali krytykuje ją tylko w moich myślach, chociaż mam wielką ochotą krzyknąć na cały dom, że ona jest po prostu głupia jak but i nie zasługuje na niego w żadnym stopniu. Po chwili zaczęliśmy gawędzić z Harry'm o wszystkim i o niczym kiedy przed dom zajechał samochód z moimi i Harry'ego rzeczami. 

 – No to zaczęło się, przeprowadzko pełną parą – powiedział i oboje podnieśliśmy się z krzeseł, a następnie pokierowaliśmy się na podwórko. 

 Panowie z firmy przewożącej nie pozwolili mi dźwigać nic co przekraczało pięć kilogramów, więc nosiłam sobie pudełka ze zdjęciami, płytami i jakimiś dodatkami do domu. Na szczęście każde moje pudełko było podpisane, wiec nie miałam problemu z umieszczeniem pudeł. Co do rzeczy Harry'ego był delikatny problem, ponieważ chłopak nie postanowił ułatwić nam pracy i powkładał wszystko jak leciało. Moje pudełka roznosiłam tam gdzie powinny się znajdować, a pudła Harry'ego zanosiłam do salonu i tam je kładłam. Nie będę teraz zaglądać do każdego z pudełek i patrzeć co się w nich znajduje, później się tym zajmę. Kiedy wnosiłam do domu tackę z kaktusami, które zbierałam z każdego kraju, które zwiedziłam pod dom obok zajechał czarny Range Rover. Jego kierowcą był mega przystojny blondyn. Jak najszybciej wbiegłam do domu, postawiłam kwiaty na stole w kuchni i sprintem wybiegłam z powrotem przed dom, aby przyjrzeć się blond istocie. Wolnym krokiem podeszłam do samochodu dostawczego i cały czas mocno przyglądałam się sąsiadowi dopóki tego nie zauważył. Szybko odwróciłam się w druga stronę i zajęłam się pudełkami, tak jakby dziesięć sekund temu nie przyglądałam mu się jak jakaś chora psychicznie. Co mnie napadło? Może jeszcze powinnam zacząć się ślinić? Co się ze mną dzieje? To pewnie przez Harry'ego, jego towarzystwo tak na mnie wpływa. Kiedy znalazłam to czego szukałam, czyli pudełka z poduszkami, sięgnęłam po nie i od razu wzięłam dwa, no bo ile one ważą. Nic mi się nie stanie. Kiedy postawiłam kilka kroków zdecydowałam, że to nie był jednak dobry pomysł. Nie z tego powodu, że były ciężkie tylko, że prawie nic nie widziałam. Postawiłam jeszcze dwa kroki i zaczepiłam stopą o krawężnik. W mojej głowie pojawiła się myśl, że lądowanie, nie będzie należało do tych bezbolesnych i delikatnych. Zanim uderzyłam o ziemie poczułam jak ktoś łapie mnie w pasie, a drugą ręką przytrzymuje pudła. Stanęłam pionowo i już miałam podziękować komuś za uratowanie mnie przed kilkoma siniakami, kiedy mężczyzna wziął ode mnie pudełka i odstawił je na ziemię. Moim oczom ukazała się blond istota, którą wcześniej bacznie obserwowałam. 

 – Uważaj bo zrobisz sobie krzywdę – powiedział, a mnie zatkało. 

 Jego głos był całkiem spoko, ale tu chodziło o jego słodki akcent, lekko dziwny, ale wydaje mi się, że pochodzi z Irlandii. Nie dość, że jest przystojny jak diabli, to jeszcze ten akcent. 

 – Yyy nic by ...– zająknęłam się, ale po chwili głośno odchrząknęłam i delikatnie się uśmiechnęłam – Nic takiego by mi się nie stało, może kilka siniaków, ale dziękuję za pomoc – powiedziałam i byłam z siebie dumna, że tym razem coś wydobyło się z moich ust i to nie było jakieś głupie jąkanie. 

 – Nie ma za co, zawsze do usług – mrugnął do mnie, a następnie uśmiechnął się do mnie jednym z tych uśmieszków nazywanych smirkiem. 

Nie przepadam za nimi, bo wydaje mi się, że robią go zapatrzone w siebie gnojki, ale to była blond istota. On może i to zawsze i wszędzie. 

 – Niall, kurwa idziesz wreszcie?! – krzyknął jakiś głos i oboje odwróciliśmy się w jego stronę. 

– Muszę lecieć – uśmiechnął się i pomachał mi na odchodne.– Tak Greg idę! Co Ci się tak kurwa spieszy? – odkrzyknął, a ja odprowadzałam go wzrokiem. 

 Czyli nieznajoma blond istota ma na imię Niall, pomyślałam i cały czas uważnie im się przyglądałam. 

 – Zaraz zaczniesz się ślinić – usłyszałam szept przy moim uchu i spojrzałam na bardzo uradowanego Harry'ego. 

 Może rzeczywiście patrzyłam się na nich jak jakaś napalona psychopatka, ale to przez Niall'a. Razem z brunetem wzięliśmy pudełka i weszliśmy z powrotem do środka. Nie mogłam pomóc im już przy wnoszeniu bo zostały same ciężkie rzeczy. Siadłam więc na blacie w kuchni i moje myśli pochłoną Niall, którego prawdę rzecz biorą wcale nie znam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz